DIY: Jak odnowić zeszyt, który nam się nie podoba. #BackToSchool.

Hej!
Mieliście tak kiedyś, że kupiliście sobie zeszyt, który Wam się dziwnym trafem nie podobał? Czy kupiła Wam mama lub po prostu go znaleźliście, ale właśnie jest nieciekawy?
Przychodzę dzisiaj z oryginalnym pomysłem jak przerobić zeszyt albo zrobić z niego nawet notatnik :-). Oto wskazówki!

1. Przygotuj kawałek jakiegoś materiału, papieru ozdobnego czy co tam sobie upatrzyliście ;-). Ja użyłam takiego …hm. materiału? Nie wiem jak się nazywa ale owija się nim bukiety kwiatów :)

IMG_20170830_204304_HDR

2. Potrzebna będzie również kartka papieru może być kolorowego, żeby zakleić starą okładkę, jeśli Twój materiał jest prześwitujący.

IMG_20170830_210653

3. Przyklej kartkę na okładkę, ja użyłam dwóch kolorów, by odróżnić strony, bo mój notatnik prowadzę z dwóch stron :)

IMG_20170830_212948IMG_20170830_212952

4. Przyklej swój materiał na wierzch.

IMG_20170830_231307

IMG_20170830_231406_HDRIMG_20170830_231428_HDR

5. Mój był wyjątkowo trudny, bo było to takie właśnie jakby tkane i musiałam to przykleić na mocniejszy klej do wewnętrznej strony okładki. Z tego powodu musiałam przykleić na wewnętrzną stronę okładki zwykłą, białą kartkę papieru.

IMG_20170831_000908_HDRIMG_20170831_001221_HDR

6. Potrzebna będzie wstążka, którą będzie można przykleić na skraju okładki. Patrz: obrazek.

IMG_20170831_104424_HDRIMG_20170831_104437_HDR

7. Żeby wykonać karteczkę na której napiszecie jaki to przedmiot czy po prostu tak jak ja: „notes” potrzebna będzie osobna kartka: Przy pomocy farb i wody robisz na niej delikatne, różnokolorowe plamy dbając o to, by łączyły się ze sobą w naturalny sposób :-). Gdy wyschnie wycinasz z tego prostokąt i robisz napis :), Przyklejasz to potem na okładkę i gotowe!

IMG_20170831_112349_HDR

Mój jest tylko propozycją, Wy możecie wymyślić zupełnie coś nowego ;-).
Na razie, cześć!

Dlaczego tak naprawdę nie powinniśmy oceniać po wyglądzie?

Ostatnio zauważyłam, że zrobiła się wręcz moda na rozgłaszanie wokół, że nie warto oceniać ludzi po wyglądzie. Uważa tak już duża grupa ludzi. I dobrze – tak myślę. Ale tak naprawdę kto się nad tym zastanawiał bardziej, niż tylko:

  • z wyglądem się nie ożenisz
  • wygląd można zmienić
  • „nie oceniaj książki po okładce”
  • to nie ich wina, że się tacy urodzili/że tak wyglądają

itp…
Długo dzisiaj rozmyślałam jak to właściwie jest i analizując całą sprawę dostrzegłam jeszcze inne ważne rzeczy, na które warto zwrócić uwagę.

Wyobraźmy sobie sytuację, że poznajemy chłopaka/ dziewczynę. Nie do końca nam się ta osoba podoba, nie nasz gust. Mimo wad wizualnych, okazuje się mieć wspaniały charakter, doskonale się rozumiecie, dogadujecie. Zakochujecie się. Jesteście razem. W miłości jak to w miłości, czasem pary szepczą sobie czułe słówka czy też mówią, że się sobie podobają. Wyobraź sobie, że Twoja druga połówka chwali Twoją urodę, Twój wygląd. Masz wtedy 2 opcje:

  1. SKŁAMAĆ (nie polecam, lepiej się nie przyzwyczajać do kłamstw)
  2. NIE POWIEDZIEĆ NIC( kto by chciał usłyszeć „A Ty mi się nie podobasz”?)

Jeśli wybieramy 2 opcję, może to być swoisty alarm dla drugiej osoby, że coś się dzieje.
Żyjemy w lekko narcystycznym świecie. Wydaje mi się, że przez część osób wiadomość, że się nie podobamy, może być odebrana jako wręcz obraza. Później łańcuszek myślowy toczy się sam…
nie podobam się—>jest ze mną z litości—>nie kocha mnie
lub coś w tym stylu.
Generalnie kłótnia gotowa…

Sęk w tym, że nie o to tu chodzi. Nasza druga połówka powinna być dumna z tego, że nie zwracamy uwagi na wygląd. Że kochamy tak bardzo, że dla nas się nie liczy twarz, postura, sylwetka czy inne cechy zewnętrzne. Akceptujemy wady, ale podkreślamy zalety, które sprawiają, że nie patrzymy już na wygląd. Nawet dobrze rozmawiać o tym, bo z niedopowiedzeń również tworzą się kłótnie. Zauważmy z jaką łatwością dyskutujemy o niedoskonałościach charakteru, a komentowanie wyglądu raczej do najprostszych zadań dwojga kochających się ludzi nie należy. Nie chodzi o to, by obrażać się, wyzywając wygląd (zauważyłam, że tak to może być zrozumiane, NIE TO MAM NA MYŚLI), chodzi o to, by umieć powiedzieć sobie wprost, że kochamy za to jakim się jest, bo to czyni nas wyjątkowym.

Związki z całą pewnością rzadko bywają idealne, przeżywamy różne kłótnie. Związek – trudna rzecz, wiele od nas na pewno wymaga. Ważne jest to, by umieć kochać całym sobą. :-) .
Na razie, cześć  :-D

Pomysł na zdrowe frytki!

Hej!
Wszyscy miłośnicy frytek wiedzą, że ciężko zacząć się zdrowo odżywiać czy przejść na dietę, gdy wiąże się to niejako z koniecznością zrezygnowania z jedzenia frytek, często kupnych, smażonych w głębokim oleju.
Przychodzę na ratunek!  :-D I jednocześnie z nową propozycją.
Ostatnio zamiast frytek z ziemniaków jem bataty – takie ziemniaki tylko słodkie :-). Choć wyglądem nie zachęcają, to po obraniu widzimy miły dla oka kolor. Powiem teraz jak można je przyrządzić:

  • Bataty obieramy i kroimy na kształt frytek (ja jeszcze dodaję marchewkę, również w frytko-podobnej formie).
  • Przyprawiamy: sól, pieprz, zioła prowansalskie, pieprz ziołowy, papryka słodka, papryka ostra (z tym radzę uważać ;-) ) i czosnek granulowany
  • Dolewamy oliwę z oliwek i mieszamy wszystko
  • Rozkładamy na papierze do pieczenia na blaszce
  • Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200°C i pieczemy przez ok. 45 min (wszystko zależy od piekarnika, ale generalnie chodzi o to, by bataty i marchewka zmiękły!, radzę kontrolować sytuację co jakiś czas ;-) )

+ Dodatkowo można przyrządzić sos, jaki tylko lubimy, ja preferuję majonezowo-keczupowy, przyprawiony pieprzem ziołowym i papryką słodką.

Poniżej wrzucam zdjęcie, jak frytki prezentują się przed upieczeniem (te jasne to są po prostu dodane ziemniaki :-) ).

IMG_20170824_135351

Smacznego!

DIY: Jak wyeksponować zegarek na rękę na półce?

Hej! ☺
Dziś przychodzę z prostym i szybkim DIY. Jeśli mamy zegarek na rękę, warto go wyeksponować na półce, na której trzymamy różną galanterię czy kosmetyki. Doda to uroku jak i elegancji. Mam dla Was propozycję! :)

Będziemy potrzebować:

  • małej rolki (np. po papierze toaletowym)
  • kawałek dowolnego materiału
  • ozdobne wstążki

Co dalej?

  • Rolkę owijamy materiałem dowolnego koloru, ja wybrałam zielony, żeby mi pasował do koloru ścian. Wystający materiał zawijamy do wnętrza rolki (patrz: zdjęcie), po czym w dowolny sposób wiążemy wstążki. I GOTOWE! Moja rolka jest tylko propozycją, jak wiadomo, można ozdobić ją w dowolny sposób, według własnych upodobań ☺.

Efekt bardzo mi się podoba, zobaczcie sami!

IMG_20170818_164552 IMG_20170818_164603 IMG_20170818_165800_HDR IMG_20170818_165814_HDR IMG_20170818_165825_HDR

Unikaj rutyny, czyń każdy dzień innym od poprzedniego choć o drobinę!

RUTYNA, ZNUŻENIE
Trwa rok szkolny, dla niektórych cały czas trwa rok pracy. Nie jest trudne to, żeby nasz każdy dzień stał się przerażającą rutyną. Człowiek rano się zrywa, codziennie rano robi te same czynności, idzie do szkoły/pracy, przeżywa bardziej lub mniej stresujący dzień, wraca i kolejna rutyna, przecież każdy ma swoje obowiązki. Rzadko wygląda to inaczej. Efektem tego wszystkiego czujemy się zmęczeni, znudzeni, żyjemy, aby przeżyć. Ostatnio poczułam to na swoim przykładzie. Prawie każdy mój dzień wygląda tak samo. Wstaję, zbieram się do szkoły, spędzam tam całe rano, część dnia, do domu zjawiam się w granicach 14-15, coś jem, zasiadam do lekcji i nauki. Tym oto sposobem przychodzi noc. Tak, dokładnie. Noc. Co by nie było siedzę nad nauką całe dnie. Nie ma szans więc, żebym nie czuła się przygnębiona, zmęczona, znudzona.

ZMIENIAJMY DROBNE RZECZY!
Problem tkwi w tym, że nie bardzo jesteśmy w stanie te główne schematy zmienić. Można jednak zrobić coś innego. Zmieniajmy więc te drobne, banalne. Dzisiaj na śniadanie jemy płatki, jutro tosty, pojutrze jajecznicę, następnego dnia naleśniki. Można wymyślać tak bardzo długo, ale te drobne rzeczy czynią nasz każdy dzień innym. Tak samo kiedy robimy sobie śniadanie do szkoły/pracy.Warto zadbać o to, żeby za każdym razem było to coś innego! Potraw naprawdę jest nieograniczona liczba tak naprawdę, można kombinować! Oprócz jedzenia można też zmieniać np. muzykę, której słuchamy, nie układajmy jednej playlisty, tylko zadbajmy o różnorodność muzyki!
Co więcej? zmieniajmy fryzury( kobiety oczywiście :D), ubierajmy się w ubrania, w których czujemy się atrakcyjnie i wbudujmy w siebie optymizm oraz w niektórych sytuacjach bądźmy ”ponad to”! Nie warto się wszystkim przejmować, niektórym rzeczom po prostu pozwólmy być. Ludzi, których nie lubimy raczej unikajmy, ale najważniejsze pozwólmy im być. Nienawiść wyzwala w nas złe samopoczucie, ogólną agresję, złość. Nie są to z pewnością pozytywne uczucia. Dobierajmy towarzystwo tak, by czuć się w nim swobodnie, cieszyć się spędzanym z nim czasem. To są rzeczy ważne!

Na razie, cześć!  :-)

Kulinarnie #3. Jak zmienić zwykłą, nudną kanapkę w coś zupełnie innego!

Hej!
Śniadanie nie dla wszystkich jest najlepszym posiłkiem. Zazwyczaj rano nie mamy czasu jeść lub po prostu nam się nie chce i w pośpiechu robimy zwykłą kanapkę. „Byle coś zjeść”. Często nawet jest tak, że jemy śniadanie nie czerpiąc z tego żadnej przyjemności.
Znalazłam sposób na przemianę zwykłej bułki (być może nawet nie najświeższej) w bardziej sycącą i smaczną zapiekankę :)

Żeby wszystko krócej trwało, na początek ustawiamy piekarnik na 180 stopni. Następnie bierzemy bułkę, rozcinamy i przygotowujemy jak normalną kanapkę, którą lubimy.
Dla przykładu podam, jak zrobiłam to ja:

  1. Na początek posmarowałam bułkę masłem czosnkowym.
  2. Położyłam szynkę, pomidora, ogórka, cebulę ( można dodać rzodkiewkę albo coś innego co lubimy). Warto zadbać, by bułka była „wypasiona”, czyli posiadała jak najwięcej składników :).
  3. Nabrać na nóż troszeczkę masła czosnkowego i położyć na górze.
  4. Ważne by żółty ser położyć na sam wierzch, kiedy się roztopi, przykryje resztę składników a one się nie wysuszą :)
  5. Wstawiamy do piekarnika. Zapiekamy według uznania, najważniejsze, żeby ser się roztopił, nastąpi to po ok. 10 minutach. ( Jeśli się spieszymy w tym czasie możemy iść się ubrać :) ).

Jeśli nie macie masła czosnkowego, można je szybko i łatwo zrobić samemu! To nic trudnego. Ważne, by w domu mieć prawdziwe masło, typu Osełka, wtedy będzie lepsze ;). Wystarczy wycisnąć jeden większy ząbek czosnku do miseczki przez wyciskarkę. Dodać parę łyżeczek masła (według uznania). Przyprawić solą, pieprzem, ziołami prowansalskimi. Polecam dodać również trochę posiekanej pietruszki :).

Bułka po upieczeniu jest chrupiąca, smaczna i nawet bardziej sycąca! Polecam :).

IMG_20160708_093209

Sport, rower.

Hej, dzisiaj chcę napisać parę zdań o sporcie, jakim jest jazda na rowerze.
Kiedy mamy lato, regularna jazda najlepiej mi wychodzi :).
To sport genialnie działający na mięśnie ud! Kiedy wracam do domu, zsiadam z roweru, czuję się dosłownie jak kołek! :D. Tak myślę, że w zasadzie to dobre uczucie :) Daje mi taką dumę. Po powrocie zawsze biorę potem butelkę wody i wielkimi łykami nadrabiam tę suszę, która panuje w moim gardle :D. Padam na łóżko i w mięśniach nie mam już spięcia, ale watę! Charakterystyczne u mnie jest to, że szybko regeneruję siły i nie potrzebuję długo odpoczywać.Chwila, moment i jestem gotowa do działania! :)
Jeśli pozwoliłam sobie na bardziej wymagający trening, zazwyczaj następnego dnia doskwiera mi ból, który wbrew pozorom jest mega przyjemny, daje mi satysfakcję i dumę, o czym zresztą pisałam w poście o bieganiu.
Jeśli chodzi o miejsca do jazdy, to ogólnie polecam okoliczne wioski, tam generalnie nie ma ruchu lub drogi przeznaczone do jazdy rowerem :).

Na dziś tyle, na razie, hej :)

Czerwony czerwiec #czerwonyczerwiec Harlan Coben „Nie mów nikomu”

Hej,
Postanowiłam dołączyć do akcji Czerwony czerwiec ze strony zblogowani.pl . Szkoła praktycznie skończona, środę i czwartek mam wolne, więc idę tylko w piątek na zakończenie. Dzięki temu mogę zająć się w końcu blogiem :)
Zapewne większość osób zawsze coś planuje na wakacje i jest to albo jakieś zajęcie, albo wyjazd. Genialną opcją jest dla mnie czytanie. Jeśli szukasz książki na wolne popołudnie, to zachęcam do zapoznania się z moją recenzją ;) .
Powieść Harlana Cobena „Nie mów nikomu” jest oczywiście kryminałem – kto choć raz natknął się na tego autora, zapewne coś o tym wie :) .

  •  Jakimi przymiotnikami mogę ją określić? 
    intrygująca, trzymająca w napięciu, pełna zmyłek (jeśli próbujesz odgadywać zagadki), nieprzewidywalna
    No tak, o tym może napisać praktycznie każdy recenzent każdego kryminału. Ugryźmy temat z innej strony.
  • O czym ona w ogóle jest?
    Książka opowiada o doktorze Davidzie Beck’u, który 8 lat po śmierci swojej żony wciąż nie może o niej zapomnieć. Na e-maila przychodzi mu wiadomość, że jego żona – Elizabeth nadal żyje. Doktor nie wie co myśleć, w końcu kto by nie zwątpił?  Nie chcę zdradzać akcji, bo w recenzji trzeba tylko zasiać ziarno ciekawości ;) . Wszystko się zmienia, na jaw wychodzą nowe sprawy, o których nikt nie wiedział, bo zostały zatajone. Książka jest wypełniona tropami, które mogą zmylić każdego, większość dróg prowadzi praktycznie do nikąd. Jednak dzięki temu udaje się rozgryźć całą zagadkę. Główny bohater miesza się w niebezpieczną sprawę, by dowieść prawdy o swojej żonie.
  • Moje spostrzeżenia
    Mnie nawet nietrudno przechytrzyć ;) Książka trzymała mnie w napięciu, gdy myślałam, że już wiem kto za tym wszystkim stoi okazywało się zupełnie co innego! Właśnie za to lubię kryminały, trzymają w niepewności, dają dreszczyk grozy, tajemnicy. Genialna intryga.

Polecam tę książkę miłośnikom kryminałów, thrillerów czy samego autora Harlana Cobena.
Na razie, hej! :)

zBLOGowani.pl

Wycieczka. Czechy. Liberec.

Cześć!
Dawno mnie tu nie było, przepraszam, ale koniec semestru, jest sporo zamieszania, wracam zmęczona, jednocześnie szukam siły, żeby biegać, czytać książkę i ogarniać szkołę. Na bloga nie starczyło mi tych 20/30 minut, choć wiem, że gdybym się sprężyła, to by się udało :). Niemniej jednak cieszę się, że wróciłam. Przechodzimy do sedna sprawy.
Przez jeden tydzień się nie odzywałam na blogu, ponieważ byłam na wycieczce w Czechach. Odwiedziliśmy piękne miasto jakim jest Liberec. Było lepiej niż się spodziewałam! Pogoda dopisała nam w sam raz, choć dzień nie obył się bez deszczu, to i tak każdego dnia było z 23 stopnie. Jechaliśmy ok.4.5 godziny, ale tak się składa, że lubię podróże autokarem nawet jeśli jest niewygodnie. grunt to zaopatrzyć się w…dobre towarzystwo! Już pierwszego dnia było trochę chodzenia po górkach, oglądanie ruin zamków, wizyta na skoczni, w planetarium oraz najwyższym punkcie widokowym. Najlepszą atrakcją był jednak zjazd kilka kilometrów z górki hulajnogami. Były one nietypowe, ponieważ wyglądały jak rower, tylko taki bez siodełka i pedałów, a przednie koło  było troszkę większe w stosunku do drugiego. Może to było trochę niebezpieczne, bo rozwijało się prędkość do ok. 23km/h i trzeba było uważać na samochody, które czasem gdzieś tam się przewijały, ale zabawa była przednia Wróciliśmy padnięci i głodni. Co ciekawe naszym miejscem zakwaterowania był…studencki akademik! :D. Mimo wszystko nam to nie przeszkadzało, w wycieczkach nie chodzi o luksusowe apartamenty, tylko żeby zobaczyć coś innego, poznać inne kultury czy po prostu wyrwać się z szarej codzienności. Kolejnego dnia udaliśmy się do IQLandii – takiego centrum naukowego. Genialna sprawa! Wszystko przedstawione w taki interaktywny sposób, ułatwiający zrozumienie. Cały budynek był podzielony na całe mnóstwo sal, w każdej był jakby jeden sektor przeznaczony jednej dziedzinie, np. Człowiek, Żywioły, Chemia, Talenty i taki archeologiczny sektor, nawet nie pamiętam już wszystkich nazw. Spędziliśmy tam jednak kilka godzin, potem był Aquapark, a na koniec centrum handlowe i obiad w MacDonaldzie ( co niezbyt mi się podobało, ciężko się najeść „śmieciowym” jedzeniem ;) ). Ostatniego dnia został nam ogród botaniczny też dość nietypowy, bo oprócz roślinności na zewnątrz, była też w budynku i znajdowało się tam kilka sal, z podziałem na różne typy. W poszczególnych salach była charakterystyczna dla danego typu roślinność. Ostatniego dnia również sporo chodziliśmy. Wykończeni wróciliśmy do domu ok. 21:00, ale warto było! Fascynują mnie podróże za granicę, w ogóle podróże!
Na razie, cześć :)

Jak bieganie na mnie wpłynęło? Dlaczego to tak lubię?

Cześć!  8-)

Dzisiaj o bieganiu. Według mnie albo się to pokocha albo znienawidzi. Kto czyta mojego bloga ten wie, że zaczęłam niedawno biegać ( a kto nie czyta, to zapraszam :) ).
Szczerze przyznaję, że początkowo nienawidziłam biegania ( z wyjątkiem krótkodystansowych biegów), nienawidziłam tego, więc biegałam wtedy, kiedy musiałam, czyli w szkole. Siłę zawsze miałam, ale kondycji nigdy.
Ostatnio stwierdziłam, że chcę uprawiać jakiś sport. Drużynowy nie mógł być, ponieważ nikt z mojego towarzystwa nie przepada za sportem, a nie chciałam sama wbijać się komuś w drużynę, nie chciałam czuć się nieswojo ani nie sprawiać takiego uczucia innym. Wiadomo też, że początkujący zawsze są gorsi od tych, którzy już ćwiczą dłużej. Z indywidualnych sportów zostaje co? Rower?  Tym zajmowałam się rok temu, chciałam czegoś więcej. Rolki? Lepiej w towarzystwie. Zostało mi spróbować biegania. Byłam ciekawa jak to jest biegać, ale na własną rękę, bez presji czasu, nauczyciela, oceny.
Szczerze? było milion razy lepiej niż w szkole. Sama zaczęłam sobie wyznaczać dystanse, kiedy jestem zmęczona po prostu zaczynam iść. Do tego wszystkiego zawsze biegam ze słuchawkami, więc muzyka daje mi ogromnego powera, biegam do rytmu, co jest genialne! „O dobry bit, pasuje do tego biec!” – Bach! Kolejna motywacja, żeby dać z siebie więcej, nawet jak się nie ma siły!
 Czy obawiam się tego, że spotkam kogoś znajomego? Na początku nawet pisałam o tym w poście którymś wcześniej, że bardzo się krępowałam. Teraz w sumie jest mi wszystko jedno! Dalej oczywiście biegam po lesie, lepsze powietrze, lepiej się oddycha. Gdybym załóżmy miała biegać po mieście to bym musiała mijać co chwila ludzi, a jak chodnik jest węższy to wiadomo, że trzeba się posunąć…Bez sensu, w lesie jest genialny klimat. Wiadomo, że w lesie jest zdrowsze powietrze, a jak człowiek biega to musi brać pełne oddechy, więc na mieście byłaby klapa. Wracając, już mi wszystko jedno czy kogoś spotkam. Któregoś razu nawet minęłam jednego kolegę. Luz. Nie było krzywych spojrzeń, jakich się w sumie spodziewałam  :lol: .
 Co mi dało bieganie? Czuję się zdrowiej, silniej, energiczniej, nawet prosto jak wrócę z biegu, to czuję takie zmęczenie, które mnie motywuje do pracy! Kiedy jestem zła, mam gorszy dzień, tydzień, nic mi nie wychodzi lub po prostu mam doła ( co ostatnio mnie dręczy dosyć często), bieganie pozwala mi się wyładować! Jestem w jakby innym świecie, z dala od ludzi, problemów. Tam mnie nikt nie dosięga).
Taka prawda. Bieganie doskonale działa mi na psychikę, więc polecam  ;-) .
Na razie, cześć!